ZAUROCZYŁAM SIĘ !

Niecały miesiąc temu, zadzwoniła do mnie przyjaciółka (przyjmijmy, że Barbara) i orzekła, że zauroczyła się w miejskim celebrycie, którego poznała osobiście przez zbieg wydarzeń. Po prostu moja Baśka przytarła mu auto, a on z powodu braku czasu umówił się z nią na spisanie oświadczenia następnego dnia. Ponoć na spotkaniu bardzo ją komplementował, co sprawiło, że się Nim zauroczyła. Ja zaczęłam jej matkować i prawić morały ” ale Barbaro nie rób nic głupiego, przecież on ma żonę i 4 dzieci..” Wtedy wytłumaczyła mi, że nie o to chodzi dodając na końcu, że nie rozumiem. Miała rację – nie rozumiałam.

Jednak wczoraj role się odwróciły: ” Barbaro dzwonię, bo tylko ty mnie zrozumiesz… ZAUROCZYŁAM SIĘ…” Tak zabrzmiały moje słowa jak tylko odebrała ode mnie telefon.
Tak ja, za chwilę mężatka, ta która ma swojego księcia z bajki zauroczyła się, nic to nie zmienia w moim życiu. Igreka kocham z całego serca, ale no cóż …

W mojej pracy na tym stanowisku pracuję od niedawna. Jestem dyżurną ruchu na kolei. Zmiana otoczenia pracy sprawiło, że wciąż poznaję nowych ludzi. Jedni już mnie znają, kojarzą, inni dopiero pierwszy raz dowiadują się, że JA tu pracuję. Podobnie było z Nim. Od pierwszego spotkania czułam, że my się podobam. Co jakiś czas musiał podrzucić mi papiery po sformowaniu pociągu, który powstawał na moim okręgu i zawsze robił to z wielkim uśmiechem i takim swoim błyskiem w oku. Jest on rewidentem prywatnej firmy podpiętej pod tą w której pracuję. Ruch pociągów na kolei bez dyżurnych ruchu by się nie odbył. Oprócz wyżej wspomnianej dokumentacji, każdy pociąg przed odjazdem z mojej stacji musi zgłosić na radiu tzw. gotowość. I tak też było tego dnia. Miesiąc temu. Gotowość zgłosiły mi dwa pociągi – jeden który on sprawdzał, drugi innej firmy. Tego innej firmy niestety nie mogłam wypuścić – gdzieś tam na szlaku trwały jakieś prace i nie było przejazdu. Na to JEGO pociąg, a dokładnie maszynista z którym siedział wtrącił się do dyskusji, że jak on też nie może jechać to przyjdzie do mnie na kawę. On akurat mógł jechać, bo jechał w innym kierunku, więc odpowiedziałam mu, że niestety kawa będzie przy innej okazji.  Pociąg pojechał a po pół godziny zadzwonił telefon służbowy – to był On – rewident. Najpierw zagadał o pociąg, potem zadzwonił jeszcze raz pytając o inny (doskonale wiedziałam, że po preteksty by porozmawiać) w końcu za trzecim razem powiedział, że wpadnie na kawę. Akurat miałam przerwę w ruchu, a siedzenie 12h samemu w pracy mnie (dużą gadułę) przyprawia o wariactwo, więc się zgodziłam. Przyjechał, a jak już był to się tak zagadaliśmy, że siedział 5h ze mną. Cały czas rozmawialiśmy, o sobie, o życiu, o przeszłości itp. On dowiedział się, że niedługo biorę ślub. Ja, że ma córkę i narzeczoną. Jednak na tym jednym spotkaniu się nie zakończyło. Od tamtego razu zakolegowaliśmy się i zawsze jak razem pracujemy to wpada na kawę. Takich spotkań było już z 10. Nasza więź przeistoczyła się w więź przyjacielską. Czuję, że mogę mu powiedzieć dużo, on z resztą też się nie ogranicza, bo dowiedziałam się różnych faktów z jego życia, które nie powinno się rozpowiadać na prawo i lewo, tylko wiecie zaufanym osobom. Najbardziej podoba mi się to w Nim, że mogę prowadzić z Nim „inteligentne rozmowy” używając ambitnych słów, które on rozumie i nie patrzy ma mnie jak na idiotkę. Takie konwersacje lubię prowadzić również z Basią. Często lubimy rozmawiać używając jakże pięknych Polskich słów. Może dlatego choć pochodzimy z dwóch różnych światów tak się zaprzyjaźniłyśmy. Na ostatnim spotkaniu z Nim padło kilka komplementów z jego strony. Nic nadzwyczajnego, bo w końcu mój zaraz mąż też mi je mówi. Wiadome jest, że gdybym nie miała czegoś w sobie Igrek nie zwrócił by na mnie uwagi i nie był ze mną tyle lat. Jednak mam nadzieję, ze dobrze zrozumiecie to co teraz napiszę, ale co innego słyszeć to od osoby z którą się jest tak długo, żyje się z nią na co dzień,  a od osoby w miarę nowo poznanej. To właśnie sprawiło, że się w Nim zauroczyłam. I choć naprawdę nic to nie zmienia, miło wiedzieć, że można się podobać jeszcze komuś, że ktoś jeszcze uważa mnie za inteligentną, sympatyczną, atrakcyjną osobę. Może jest to spowodowane też tym, że w dzisiejszych czasach tak mało ludzi potrafi prawić komplementy. Ja już nie pamiętam, kiedy coś miłego usłyszałam na swój temat (nie licząc Igreka, oraz Go) ostatni raz.
Gdy Baśka mi opowiadała o swoim zauroczeniu to już widziałam, jak wdaje się w romans z tym celebrytą. I choć jest to wbrew jej zasadom, nie rozumiałam o co jej chodzi. Dziś już wiem, że to było tak samo niegroźne jak u mnie niezmieniające nic z jej życiu, Śmiało wczoraj mogłam powiedzieć, że ją rozumiem. :)

Oczywiście spotkań z Nim nie ukrywam przed Igrekiem, nawet sam miał okazję z Nim pogadać i uznał, że jest w porządku. Jednak nie chcę ryzykować, że zrozumie to tak jak ja miesiąc temu Baśkę, więc o zauroczeniu mu nie wspomnę. :)

5 Komentarze

  1. Uhhh, uważajcie, Serdeńki, uważajcie! :D A tak w ogóle nie śmiej się dziadku z czyjegoś wypadku. Może średnio tu pasuje, ale coś w tym jest. Moja koleżanka zaszła w ciążę w wieku 40 lat. Ja, nie tylko jej nie rozumiałam, ale wręcz pukałam się w czoło. Po czym… zrobiłam dokładnie to samo, także tego… :D

  2. Popieram poprzedniczkę – ostrożnie! :)
    A tak poza tym to co my, słabe bezbronne kobitki, mamy zrobić z tym, że się komuś podobamy? Ehhh, no nic, jakoś musimy z tym żyć :) A jakie to przyjemne ;)))

  3. Przez moment zapachniało mi zdradą! :) ale wszystko pojęłam, jak doczytałam:). Taki stan zauroczenia miły jest, łechce kobiece ego, buduje naszą kobiecość, czujemy się wtedy tak cudowne, piękne, wartościowe…:) I dobrze – takie w końcu jesteśmy! Ale – tak jak poprzedniczki – jestem zdania , by zachować w tym wszystkim głowę i bezpieczny dystans :)))

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.