A może urlop w „piździerniku”?

W mojej pracy mają głupie wymaganie ( z resztą nie jedno) które karzą przestrzegać.
PLANOWANIE URLOPU ROK WCZEŚNIEJ.

I tak oto, już rok wcześniej musisz wiedzieć co będziesz robić i kiedy w okresie urlopowym. Ja ogólnie nigdy nie miałam z tym problemu. Zawsze brałam tydzień na początku czerwca i dwa tygodnie na koniec sierpnia. w tym roku ze względu na ślub koniec sierpnia skróciłam do 4 dni (okres urodzin i zapinania na ostatni guzik wesela – spotkanie z salą, kamerzystą, fotografem itp), a więcej zaplanowałam we wrześniu ( sam koniec), bo wtedy mój najważniejszy dzień w życiu.

Najlepsze jest w tym to, że nawet jeśli Ci się plany zmienią i nie będziesz potrzebować jednak urlopu w czasie zaplanowanym to i tak je dostaniesz, a co jeśli jest na odwrót. Zaplanowałaś, a jednak go nie masz?

Takie zdarzenie może spotkać tylko mnie…
Pod koniec lipca trafia na biurko nowy grafik.Wertuję wzrokiem od deski do deski i patrzę najpierw na 14.08 (prosiłam trzy razy o jeden dzień wolnego – tzw przejście ze względu na wesele kuzynki Igreka), a tam wpisana nocka – w myślach „kur**”
Patrzę na koniec sierpnia i już nasuwa się „Nosz K***”
Chwytam telefon – planista – Co z moim urlopem?! odp :Dzwoń do Marzeny – Marzena – Ona nic nie wie, bo robił to planista… Nosz, nosz, nosz…

Po pracy spakowałam swoje 4 litery do auta i jadę do brygadzisty. Już od wejścia do niego ( phi – wejścia – wjechałam jak torpeda) …

-Bartek co z moim urlopem ?!
- chyba ma się dobrze (uśmiecha się od ucha do ucha)
-chyba się nie ma w ogóle… ( patrzę na niego z miną zapowiadającą burzę)
- Oj Iksowa, weźmiesz kiedy indziej…
-KIEDY?! W PIŹDZIERNIKU? – zaczął się podśmiewać…

Nie nie chodzi mi o to, że Krysia z stanowiska obok ma urlop w każdym miesiącu zaczynając od maja, a Asi która mnie zmienia, po mojej skończonej pracy ma wpisany cały miesiąc choć planowała do 22.08… Niech se mają jak chcą – ja chcę swój ZAPLANOWANY urlop – a przy okazji 14.08 ;)

Siłą negocjacji i argumentów 14.08 wolny. Co do urlopu MAM SOBIE RADZIĆ SAMA.
RADZIĆ SAMA czyli ułożyć sama grafik bym wszystkim pasowało. Siedziałam nad tym dwa dni. Dwa dni dzwoniłam do współpracowników pytając się czy pasuje im dniówka 7, a może 9, co byś Bożenka powiedziała na nocke 19?… W końcu udało się (prawie) bo jeden dzień 26.08 komukolwiek bym nie zaplanowała dostałby ją w ramach nadgodzin. Dzień gdzie mam zaplanowane urodziny przy grillu.
Jadę do Bartka. Kładę nowy grafik na biurko i pytam czy może być.
- a co z 26.08?
-kogoś wynagrodzisz nadgodzinami. – mówię z uśmiechem.
- U góry mnie zabiją…
- no to Ciebie, nie mnie. Jeśli wzięłabym L4 to musiałbyś rozdać moje wszystkie służby w nadgodzinach…
- no dobra niech Ci będzie.. mówi z przekąsem. Nie byłabym sobą jakbym się nie odgryzła.
- aaa 29.09 ( dzień wesela) wpiszcie mi nockę, a nie dniówkę -wolę być w kościele, niż na sali…  Miałam już wychodzić jednak spojrzałam na Bartka i poprosiłam o długopis.
Napisałam kiedy planuje wolne we wrześniu i mu wręczam.
- dzwoń do planisty..
- pewnie ! A potem do Marzeny, by znów zjawić się u Ciebie – wyprzedam fakty…
- I tak zadzwoń do planisty.
- Zadzwonię, ale podkładkę już zostawiam Tobie, upewnij się zanim dasz mi grafik, że wszystko jest jak należy.

Zapewnił, że będzie wszystko ok. Mam nadzieję… ale co nerwów straciłam przez całą sytuację już nic mi nie wynagrodzi…

Najgorsze jest to, że tak jest co roku i co rok spada to na mnie. Wiem, że planista za mną nie przepada, a jest pupilkiem szefa… Wiem to, że skarg na niego było już kilkanaście z innych biur, a wciąż nic się nie zmienia.

A wy macie swoje upragnione, zaplanowane urlopy?

Pozdrawiam :)

Był sobie pies.

Opis z wikipedii:

Najlepszym przyjacielem człowieka jest pies, to fakt. A kto jest najlepszym przyjacielem psa? Bailey, czworonożny bohater tej opowieści nie ma wątpliwości: jego psie życie ma sens tylko u boku pewnego chłopca o imieniu Ethan. Gdy obaj są szczeniakami, wszystko sprowadza się do zabawy. Gdy dorastają, Ethan zamiast za piłką ugania się za dziewczynami, czasem wdaje się w bójkę – wtedy trzeba gryźć wroga w kostkę, a gdy zbije szybę sąsiadów, ktoś musi wziąć winę na siebie. Bailey jest więc szczęśliwy, bo jak każdy pies chce czuć się w życiu potrzebny. Nadchodzi jednak moment, w którym drogi przyjaciół się rozchodzą, a życie Ethana przestaje rozpieszczać. Wtedy Bailey musi wykazać się nad-psią siłą, by odnaleźć przyjaciela i podać mu pomocną łapę.

 

Jestem wielką miłośniczką psów. Ogólnie wszystkich zwierząt, ale psy zawsze gościły w moim życiu, Zostałam z Nimi wychowana. Dlatego dwa tygodnie po wyprowadzce z domu rodzinnego i siedzenia w pustym nowym wynajmowanym mieszkaniu pojechaliśmy z Igrekiem po pierwszego z Naszych piesków ( drugi dołączył po pół roku). Książkę „Był sobie pies” nabyłam jeszcze przed premierą. Przeczytałam ją jednym tchem w ciągu jednego dnia i już wtedy wiedziałam – Chce zobaczyć film!
Mieliśmy iść do kina, ale natłok pracy i organizacji wesela sprawił, że zapomnieliśmy o tym, a jak się obudziłam to już filmu w kinie nie było. Wypatrzyłam premierę dvd. Jednak po chwili się ocknęłam – cholera nie mam dvd :D Zrezygnowaliśmy i wydaliśmy znajomym bo i tak nic na Nim nie oglądaliśmy. Czasy wypożyczalni niestety się skończyły. Chwilowo zajęta ślubem zapomniałam o tym, aż w końcu weszłam na yt i jest! jest mój film !

https://www.youtube.com/watch?v=BOu1bpd7bSc

Nie mogę doczekać się obejrzenia :D :D :D :D :D
jednak obiecałam Igrekowi, że zrobimy to razem :(
a on teraz cały czas pracuje, więc nie ma kiedy…

Napiszę wrażenia po. Mam nadzieję, ze wytrzymam :D
Oczywiście porównam z książką :)

Pozdrawiam

Spotkanie w poradni

Jak każdy wie, do ślubu potrzebne są papierki, papierki i jeszcze raz papierki.

Świadectwo chrztu załatwione to myk myk do urzędu stanu cywilnego o potwierdzenie przeciwwskazań do małżeństwa. Odbiór za dwa tygodnie, więc w tym czasie załatwimy jeszcze poradnie.

Nie ukrywam do poradni szłam z miną zbitego psa….
No bo jejku jakaś baba będzie mi gadać o aborcji, o kalendarzykach, jak zrobić dziecko i jak żyć w czystości… Mam tam jeszcze siedzieć 3h i tego słuchać udając, że mnie to interesuje. I TU SIĘ POMYLIŁAM!

Tak NORMALNEJ kobiety już dawno nie spotkałam. serio!
Naczytałam się na różnych grupach jak to w poradni jest źle, jak nudno itp. zdanie sobie w głowie ułożyłam na ten temat zanim jeszcze tam trafiłam.

3 godziny minęły jak pięć minut. Babka bardzo szczera, życiowa. Nawet dała Nam kilka porad dotyczących spowiedzi przedmałżeńskiej. Gdzie się udać do wyrozumiałego księdza itp. A temat kalendarzyka mnie zaciekawił niesamowicie !
Ba! mnie? Igrek był z tego prymusem. Połapał zasady dodawania, odejmowania czasu, oznaczeń itp prędzej niż ja. :D Śmiałam się, ze to on mi będzie takie tabeleczki uzupełniał. Wszystko bardzo dobrze wytłumaczone, potwierdzone przykładami z codziennego życia. Najważniejsze jest, że wszystko tłumaczyła z uśmiechem. W ogóle zajęcia odbywały się w kościele i na prawdę zazdroszczę im tej atmosfery. Im znaczy się ludziom należącym do tej parafii. Siedząc tam 3h poznałam pełną obsadę kościoła i pierwsze wrażenie sprawiło, że już ich uwielbiałam. Otwarci, uśmiechnięci, do porozmawiania o wszystkim. w mojej parafii niestety tak nie ma. Jeszcze chwile po Naszym wyjściu gdy stanęliśmy przy aucie to jeden z nich szedł przyjmować spowiedź i ludzie przechodzący obok kościoła z wielkim uśmiechem go zaczepiali i zagadywali, a on z każdym przystawał i zamieniał kilka słów. Naprawdę byłam w szoku :)
Zazdrościłam takiego kontaktu. Szkoda, że to drugi koniec miasta bo byłabym skłonna się tam przenieść :)

To tyle. :) Pozdrawiam

Osiedle gorsze niż Wieś?

Każdy wie o tym, że na Polskich wsiach każdy o każdym wszystko wie, są co rusz nowe plotki i pomówienia,
Ja mieszkam na jednym z osiedli, w jednym z większych miast Polski, jednak przez praktycznie całe moje życie wakacje zawsze spędzałam na Wsi, więc miałam styczność z ich życiem i bytowaniem.
Trzeba przyznać, że osiedle niewiele różni się od zwykłej Polskiej wsi jeśli chodzi o plotki, zawiść ludzką i zazdrość. Jest praktycznie identycznie, a nawet gorzej, ponieważ więcej ludzi nas otacza. Jest o wiele więcej sąsiadów, sklepów itp
Nie ukrywam, że kiedyś sama bawiłam się w plotki. Nigdy ich nie wymyśliłam, jednak często przekazywałam to co usłyszałam, No cóż ” Z kim przystajesz, takim się stajesz”, a zawsze to co przekazywałam i tak było gdzieś poniekąd prawdą. Poniekąd, ponieważ jak wiadomo, każdy zawsze dodaje coś swojego.
Jednak kiedy weszłam na kolejny szczebel życia (jakim są związki „na poważnie”) to zaprzestałam tego. Wiadome jest, że tworząc związek poważny zaprzestajemy tyle czasu poświęcać przyjaciołom niż dotychczas. Wtedy też stałam się ofiarą plotek.
Jak napisałam wcześniej, ja plotki przekazywałam, a nie wymyślałam (są takie osoby co wymyślają i doświadczyłam tego na własnej skórze) jednak kiedyś, gdy o plotce dowiedziała się ich ofiara bardzo szybko zaczęła dochodzić kto to powiedział. I tak poszła do jednej osoby, ta powiedziała, ze słyszała od drugiej, poszła do drugiej usłyszała, że od trzeciej, poszła do trzeciej, a ta powiedziała, że usłyszała ode mnie, przyszła do mnie, a gdy ja jej powiedziałam, że usłyszałam to od jej przyjaciółki (ta się wszystkiego wyparła) i nie uwierzyła mi. Dało mi to ogromną nauczkę, bo sama stanęłam się w tym momencie ofiarą i postanowiłam odciąć się od świata plotkarskiego.
Ten kto to zrobił wie, że wtedy gadają o nim. Również tak stało się i ze mną. W pewnym momencie stałam się puszczalską, co zdradza Igreka (najśmieszniejsze jest to, że byłam w dwóch poważnych związkach. Pierwszy trwał 2 lata a drugi do dziś. i igrek był moim drugim partnerem i ostatnim),, rzekomo też sypiałam z moimi przyjaciółmi(ich zaprzeczenia nie były rzekomo wiarygodne i plotka chodzi do dziś), utrzymanką Igreka (ponoć jestem z nim dla pieniędzy, choć to też jest śmieszne, ponieważ Igrek do wszystkiego doszedł razem ze mną, z moją pomocą i do dziś sam tak twierdzi) oraz plotkarą (osoby które puszczają na mój temat plotki twierdzą, że ja się w nie bawię).
Tak więc stałam się totalną ofiarą. Początki były trudne, załamywałam się słysząc co nowo wymyślone bajki, jednak dziś już mnie to w żaden sposób nie rusza. Po prostu powiedzmy sobie szczerze, jak Ci zbyt dobrze idzie w pracy, to mówią, że puszczasz się z szefem, albo masz znajomości. Jak mieszkasz z facetem, układa Wam się super, to wymyślają powody dla których z nim jesteś ( a to bo super przystojny i patrzysz tylko na wygląd, a to że ma pieniądze, a to że masz jakieś inne korzyści) zawsze coś wymyślą.
W pewnym momencie, gdy z Igrekiem odcięliśmy się od tych plotek, zmieniliśmy znajomych na pary z podobnym podejściem co my i zbudowaliśmy wspaniałe przyjaźnie,a plotki zaczęły cichnąć.
Ten wspaniały spokój został zburzony rok temu i właśnie to natchnęło mnie do napisania tego wpisu. Zacznę od początku: Po 18 latach od śmierci mojego ojca (mój ojciec miał nową rodzinę) w czerwcu 2016 r dowiedziałam się, że ojciec zostawił spadek. Ojciec był po rozwodzie z moją mamą, jednak nie wziął ślubu ze swoją drugą partnerką więc spadek przypadł dzieciom, czyli mi, mojej siostrze i Ktosiowej (uznajmy, że tak będę nazywała moją przyrodnią siostrę). Postępowanie spadkowe jeszcze trwało a ja o moim nagłym wzbogaceniu (dużo tego nie było ) powiedziałam tylko najbliższym. Niestety zaufałam też przyjacielowi przyjaciela (nazwijmy go ktosik) i podczas jednej rozmowy (gdzie narzekałam o liczbie formalności do załatwienia) Ktosik zaczął mnie wypytywać o Ktosiową. Uznałam, że po prostu jest ciekawy kto to taki więc mu ją nawet pokazałam na zdjęciach jednego z portali społecznościowych. Jakież było moje zdziwienie jak dwa tygodnie później Ktosik był z Ktosiową w związku (gdy pokazywałam mu zdjęcia, powiedział, że skądś ją kojarzy ale nie wie skąd). W tym momencie znów zaczęły się plotki. Po chwili każdy wiedział, że Ktosik jest z moją przyrodnią siostrą. Znajomych których widuję raz na kilka miesięcy zaczęli mnie wypytywać o wszystko (moje zdanie, podejście, co wiem itp) jednak ja odcinałam te rozmowy i pytania twierdzeniem, że nie wiem i mnie to nie odchodzi. W końcu w plotki się nie bawię. I właśnie to nie spodobało się ciekawskim, bo wszelkie zasłyszane informację przekazywali Ktosiowi, zrzucając ich rozprzestrzenianie na mnie. Kilka dni później wieczorem dostaję wiadomość od Ktosia (z którym od momentu jego nowego związku nie miałam kontaktu) z oskarżeniami, wyzwiskami, a nawet z groźbami. Moje tłumaczenia na nic się zdały, a że pochodzę z blokowisk to nie straszne mi groźby i bardzo się wpieniłam, z ofiary stałam się drapieżnikiem polującym na Ktosia. Igreka też to mega wkurzyło i też zamierzał rozmówić się z Ktosiem (przede wszystkim wkurzyły go wyzwiska i oskarżenia). Jednak swojej ofiary nie mogłam dorwać, a osoby które zwymyślały plotki bardzo szybko odczuły powagę sytuacji i szybko (szybciej niż to rozpowiedziały) wyjaśniły prawdę,a mogło zdarzyć się nieszczęście.
Pisząc to chciałam opowiedzieć Wam moją historię i wyjaśnić moc plotki, ponieważ są ludzie którzy nie wytrzymują psychicznie pomówień na swój temat. Ja akurat dostałam w życiu nie jednego kopa i takie sytuacje oprócz nerwów nic mnie nie kosztują. Dziś (ponad rok od tamtej sytuacji) wszystko się już uspokoiło, a ja jak wspomniałam starannie się od osiedla odcięłam.

Wspomnień czar :)

Jedziemy z Igrekiem samochodem. Zmierzamy ku miejscowości, w której Igrek się narodził oraz został ochrzczony po świadectwo chrztu z powodów już znajomych „Weeding is coming„. Jesteśmy już w połowie drogi, nastała cisza pięciominutowa po czym Igrek podekscytowany wypalił ” A pamiętasz walkman’y ? ”  - No jasne, że pamiętam :D tak samo jak discman’y – chociaż one były mniej poręczne przez swoją wielkość i brak zaczepu do szlufki od spodni z tyłu:( – a przynajmniej ja nie miałam.
Zaczeliśmy wspominać swoje pierwsze telefony – nokia 3210, 3310 – do dziś chwalona za wytrwałość. :) W porównaniu z dzisiejszymi telefonami były o wiele bardziej poręczne. Dobra też poszłam z biegiem czasu i mam wielką krowę - w sensie, że telefon – musiałam sobie specjalnie do niego małą torebkę kupić, bo ni hu hu nie mieści się do kieszeni. Igrek też sobie kupił po tym jak kieszenie zaczęły mu się „naciągać” od noszenia tej cegły. :)
Potem zeszliśmy na temat pegasusa. O jeny jak to często się psuło. Ja miałam chyba z 4 – wujek często do Niemiec jeździł :D Do dziś wspominam Mario :D i moje odwieczne walki z siostrą do którego komina wchodzimy :P. Albo Contra :O.
Jestem trochę szaloną osobą i pod wpływem impulsu i alledrogo kupiłam z odbiorem osobistym w moim mieście nowoczesnego pegasusa. Nie uwierzycie ale zawiodłam się :( To już nie ten sam czar. Gry znudziły mi się po 5 minutach – albo ja już jestem za stara. :D
Z gadżetów tamtych lat przeszliśmy na temat zabaw. Całymi dniami na dworze grało się w pajacyka, klasy, 2 ognie, gumę lub skakało w skakanki. Mieszkam na osiedlu. I chcąc nie chcąc spacerować muszę – urok posiadania psiaków. Zawsze idąc rozglądam się i zastanawiam gdzie podziały się te dzieciaki :(. Kiedyś nie ważne było czy było 40 stopni na dworze, czy minus dwadzieścia człowiek dostosowywał się do temperatury i zabaw ( latem wspomniane wyżej zabawy, zimą sanki, kuligi) i leciał na dwór. Mama na obiad to z balkonu 5x musiała krzyczeć, bym raczyła wrócić. A i tak uważałam, że przerwa na jedzenie było straconym czasem, bo przecież tyle się działo, tyle mogło mnie ominąć. Dziecko wracało brudne i szczęśliwe do domu. Pamiętam jak na komunie dostałam pierwszy komputer. O matulu jaki on był wielki. Na początku nie miałam do końca co na Nim robić, czasem włączałam pograłam 5 minut w sapera i uciekałam do kolegów i koleżanek na boisko. Potem pod choinkę dostałam the Sims. Też początkowo nie byłam zainteresowana. Jednak okazało się, że więcej rodziców wpadło na pomysł takiego prezentu pod choinkę.Już wtedy dzieciaki zaczęły się w to wciągać niestety. Dzwoniło się domofonem do znajomych, a oni mówili, że teraz grają i może wyjdą za godzinę…

Jednak i tak w porównaniu z dzisiejszymi czasami, dzieciaczków było dużo na boiskach i placach zabaw. Dziś z 12 placów zabaw na osiedlu zostały 4 zmodernizowane (resztę zlikwidowali) i dostosowane do dzisiejszych potrzeb. Mi wystarczyły huśtawki i piaskownica. Dziś coraz bardziej na placach wydziwiają  i powstają jakieś tyrolki, pajęczyny, ścianki wspinaczkowe (mi wystarczyło drzewo). Stary betonowy plac na którym rysowało się kredą pajacyki, klasy itp popękał i nadaję się do usunięcia bo i tak nikt tam nie przebywa.

Kiedyś były czasy. Szkoda, że moje dziecko nie będzie miało takiego dzieciństwa jak ja :)

Pozdrawiam :)

1314361809_by_Gavio_600

Jaki jest związek Igreka i Iksowej? :)

Nie da się tego opisać słowami piękny, uroczy, wspaniały lub zły.

Nasz związek jest w pewien sposób specyficzny :D Dlaczego?

1. Kochamy się niesamowicie.

2. Podobieństwa w tym wypadku się przyciągają.

3. Zawsze mamy o czym rozmawiać.

4. On nigdy nie wypierze sobie gaci i skarpet. Ja choć zawsze narzekam to i tak mu wypiorę.

5. Rzadko się kłócimy, ale jak już się pokłócimy to jest istny armagedon (współczuję sąsiadom).

6. Czasem padną słowa „nienawidzę się” lub „wyprowadź się” ale są to tylko słowa pod wpływem emocji i nigdy nie bierzemy tego do siebie.

7. Robimy sobie psikusy, które czasem wyprowadzają z równowagi…

8. W moim przypadku nie znaczy tak, tak znaczy nie. Przyzwyczaił się…

9. Nawet jak między Nami są ciche dni to i tak, za każdym razem jak któreś z Nas wychodzi z domu lub wraca to daje drugiej osobie buziaka.

10. Bez buziaka na dobranoc obydwoje mamy problem z zaśnięciem.

11. On jest zawsze przed czasem, a ja zawsze się spóźniam.

12. Moje rzeczy są wszędzie, ale od niego wymagam porządku.

13. Zawsze gdy idę z koleżankami na miasto on zawszę mnie odbiera.

14. (dot pkt.13) Zawsze jak ma mnie odebrać, jest godzinę za wcześnie „przypadkiem”.

15. Nie pozwoli mi nigdy bym w nocy wracała sama. Jeśli jest w delegacji, a ja gdzieś wychodzę, to dzwoni do moich znajomych, że albo mnie odprowadzają do domu, albo on mi nie pozwoli wyjść.

16. Iks jest abstynentem. Nie pije alkoholu, ale choć mnie wyzywa to i tak dba o mnie, gdy za dużo wypiję.

17. Przymykam oko gdy inwestuje w swój samochód. On myśli, że o tym nie wiem ;)

18. Gdy któreś z Nas jest chore, drugie mu zawsze pomaga, robi herbatki, obiadki itp.

19. Gdy któreś z nas jest zdrowe, tylko nie chce mu się czegoś zrobić, to druga osoba go nie wyręczy.

20. Przyzwyczaił się do moich akcji „zdradzasz mnie” „chcesz ze mną być” „bo jak nie to możemy się rozstać”.

21. Rano po wstaniu z łóżka okupuje łazienkę przez godzinę, a mu to nie przeszkadza. Jednak jeśli on to robi dłużej niż zwykle, to ja go wyzywam.

22. Nie miewany romantycznych wieczorów i nocy. Serio.

23. Sex raz na tydzień wystarczy, I to jeszcze wtedy gdy nie jesteśmy zmęczeni, ani nie musimy rano wcześnie wstawać. On to wprowadził, ja to akceptuję.

24. Spontaniczny sex nie istnieje.

25. Nigdy nie powiedział, że jestem gruba. Jednak na pytanie czy mam schudnąć odpowiada „tak”. ;)

26. Sen to sen. Nigdy nie śpimy przytuleni, bo nie zaśniemy. Osobne kołdry to podstawa.

27. Rzadko kiedy rozmawiamy o pracy.

28. Zawszę dostaję to czego chcę. Mam dwa psy, akwarium, całą szafę ubrań itp.

29. Zawsze robimy to co ja chcę.

30. Gdy on coś chce, to pyta mnie o zgodę :)

31.Zawsze możemy na siebie liczyć.

32. Jego plany na przyszłość kończą się na słowach. To ja muszę je realizować. Chce dom, ale ja muszę go poszukać, chcę ślub, ale ja muszę zacząć go planować.

33. Jestem jego chodzącym terminarzem. Co chwilę muszę mu coś przypominać.

34. Przy znajomych jesteśmy wobec siebie neutralni. Nie okazujemy wielce uczuć.

35. Nasze życie nasza sprawa. Nikomu nie zwierzamy się z naszych problemów.

36. Zawszę stajemy po swojej stronie.

37. Nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. I choć nie ma już takich starań jak na początku bo szpilki zastąpiły kapcie, sukienki powyciągane dresy, pięknie ułożone włosy byle jakie związanie, a idealny makijaż rozmazane pozostałości z dnia poprzedniego to i tak wyznajemy sobie miłość i okazujemy czułości.

38. Poważny związek polega na tym, by być sobą na dobre i na złe. Więc jeśli kiedykolwiek los żuci nam kłody pod nogi wiemy, że jedno od drugiego się nie odwróci. Już teraz przebyliśmy długą drogę z walką o nasze szczęście i zwyciężyliśmy. Wygraliśmy ponieważ wspieraliśmy i pomagaliśmy sobie. A uwierzcie mi to jest ważne, by czuć wsparcie i wiedzieć, że jest osoba która Ci pomoże, która będzie zawsze, nie ważne co się stanie.

Jak Pan Igrek poznał Panią Iksową…

Nie będę Was zanudzać całą długą, nudną historią.
Napiszę w skrócie :)

Jak Pan Igrek poznał Panią Iksową, a raczej jak są razem do dziś :D

Wszystko zaczęło się jak miałam lat 17…
Byłam w pierwszym poważnym związku z facetem, który jak się później okazało nie był dla mnie idealny… nie był też święty…

Po pół roku związku z BYŁYM, a był ode mnie o rok starszy, postanowił poszukać pracy, by trochę się usamodzielnić. Zaczął szukać po znajomych, dowiadywać się gdzie oni pracują, ile zarabiają itp.
Mieszkał on z Igrekiem na tym samym osiedlu i znali się od dzieciaka, jednak nigdy nie mieli ze sobą super kontaktu. Zazwyczaj kończyło się na cześć, co tam i do zobaczenia. Tak było i tym razem. Igrek wrócił z pracy, a że BYŁY przechodził ze znajomymi to go zaczepił. Zaczęła się rozmowa gdzie Igrek pracuje, ile zarabia itp. Igrek był wtedy przedstawicielem handlowym i zaproponował Byłemu, by przejechał się razem z Nim na jeden z pokazów. Zaczęli spotykać się częściej i chcąc nie chcąc w końcu go poznałam. W trochę niemiłych okolicznościach, gdyż wtedy z byłym przechodziłam kryzys i właśnie się kłóciliśmy, gdy Igrek obok Nas przechodził… Zatrzymał się i zagadał. Nie będę ukrywać, że już wtedy zwrócił moją uwagę ciemnymi włosami, ciemnymi oczami i szerokim uśmiechem. Był przystojny, a jego elegancki ubiór jeszcze bardziej to podkreślał. Tak się złożyło, że tamta kłótnia z byłym była dość poważna i nie pogodziliśmy się tylko odeszłam do domu bez słowa. Igrek został z Byłym dość zdezorientowany widowiskiem. Wtedy ponoć bardzo go zaintrygowałam swoim wyglądem i postawą. Pod wymówką żartów ze mnie, by jeszcze bardziej mnie podenerwować (jak to chłopacy po naście lat) zdobył od Byłego mój numer. Zagadał do mnie za pomocą smsów. Po wymianie kilku wiadomości, gdy już miał zacząć wcielić swój plan zrozumiał, że dobrze Nam się pisze. Umówiliśmy się nawet na spotkanie, by porozmawiać w cztery oczy. Tak Igrek stał się moim przyjacielem po dość miłym spotkaniu. Siedzieliśmy za miastem w jego samochodzie i rozmawialiśmy o rodzinie, życiu i kłótni z Byłym. Wtedy też przyznał mi się jak zdobył mój numer i opowiedział o swoich zamiarach, które w końcu niedoszły do skutku. Nasza przyjaźń była naprawdę prawdziwa. Po pewnym czasie mówiłam mu już wszystko. Nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Mojemu Byłemu zaczęło wtedy to przeszkadzać. Kazał mi z tym skończyć. Nie rozumiał, że naprawdę przywiązałam się do Igreka i była miedzy Nami prawdziwa przyjaźń. Nie potrafiłam zerwać z Nim kontaktu. Nawet nie pamiętam dokładnie kiedy pierwszy raz Były mnie uderzył. Odkrył, że dalej miałam kontakt z Igrekiem. Potem już było to jak lawina. Szarpanie, bicie, rzucanie o ściany i nawet podduszanie. Moim oparciem zawsze był Igrek. Do niego biegłam z płaczem. To On mi próbował wytłumaczyć, że powinnam rozstać się z Byłym. Po jakimś roku, podczas kolejnego z Naszych ukrytych spotkań za miastem po godzinnych rozmowach stało się coś, co stać się nie powinno. Pocałowaliśmy się….
Ktoś mógłby mi się zapytać (i pytali) dlaczego byłam z człowiekiem który mnie bił… No cóż… to była po prostu pierwsza miłość. Wciąż wierzyłam, że to ostatni raz, że się zmieni i będziemy szczęśliwi. Ale wracając do historii…
Może zrobiłam błąd, nie wiem. Ale tak we mnie siedział ten pocałunek, że przyznałam się byłemu i faktycznie zerwałam kontakt z Igrekiem. Myślałam, że zaszło to za daleko.
Były wygrał. Igrek ponoć długo cierpiał (mówili mi o tym znajomi). Czasem go widywałam z daleka i wtedy często czułam sama do siebie żal. Zaczęło mi go brakować. Zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że chyba coś do niego czuje. Stałam na rozdrożu i bolało to strasznie. Bardzo się ucieszyłam, jak zobaczyłam jego numer kiedyś na ekranie telefonu. Dzwonił do mnie. Zastanawiałam się czy odebrać, ale ciekawość jego zamiarów wzięła górę. Rozmowa była krótka i surowa, a słowa które wtedy padły będę pamiętać do końca życia… ” Cześć. Wiesz co teraz robi twój chłopak? Stoi niedaleko mnie i obściskuje się z Anią. ” Ania… kiedyś przyłapałam Byłego na dość dziwnych smsach z nią, ale szybko się wytłumaczył i niby kontakt się urwał. Zawsze czułam, że miedzy nimi coś jest, ale nigdy nie miałam dowodów. Szybki telefon do byłego co robisz? Okłamał mnie, że jest z kolegą. Zapytałam czy kolega ma długie blond włosy. Szybko się połapał o co chodzi. Nawet skojarzył fakt, że niedawno niedaleko przechodził Igrek. Szybki obrót akcji. Zaczął mnie wyzywać od najgorszych. Odwrócił kota ogonem i się po prostu rozłączył. Czekałam tydzień na odzew, przeprosiny. Już się nie odezwał. Zaczął być z Anią. Dwuletni związek nic dla niego nie znaczył. Pierwszą osobą do której zadzwoniłam był Igrek. Płakałam mu w ramie całą noc. Jak On mógł oskarżając mnie o zdradę, choć jej nie było (nie taka jak on myślał) zdradzić i tak po prostu zostawić. Jak ja tyle przy nim trwałam, znosiłam kolejne siniaki, kolejne jego wybryki (zdarzało mu się wypić). Po jakimś czasie od rozstania zaczęły docierać do mnie informacje, że była jeszcze jakaś Weronika (skok w bok na imprezie), że z Anią to nie pierwszy raz. Cholernie bolało… Igrek czekał ponad miesiąc, trwał przy mnie, podnosił na duchu, aż w końcu zaczęliśmy być coraz bliżej… Nawet dokładnie nie wiem od kiedy przemieniło się to w związek. Przyjęliśmy datę oficjalną 12.12.12. Choć znajomi twierdzą, że Nas staż zaczął się już w 2009 roku od tej przyjaźni przez wielu uważaną za piękną i prawdziwą. Po dziś dzień słyszę, że wielu ludzi zazdrości mi tej miłości. A my?  po pół roku od oficjalnego związku wynajęliśmy razem mieszkanie :)
A za dwa miesiące dumnie będę nosić jego nazwisko :D

 

aa

Chcę czytać blogi…

Mam jakiegoś małego bzika ostatnimi czasy. Serio..

Szukam wciąż nowych blogów do poczytania, ale nie o jakieś tematyce typu książki, wiersze itp. tylko o życiu codziennym. Jestem dobrą „słuchaczką-czytaczką” :)

Tak ciężko jest znaleźć takie blogi tak po prostu. Nawet myślałam nad zmianą domeny. Przejść gdzieś indziej gdzie więcej znajdę ciekawych wpisów :)

Jednak dopiero co tu zagościłam. Może teraz nie pora (okres wakacyjny, urlopowy i te sprawy) aby znaleźć coś ciekawego :)

Zaczynam się od tego chyba uzależniać :D :D
Dlatego też powstał mój blog. By wymieniać się wpisami, odczuciami… taka blogowa przyjaźń :)

Chcesz się zaprzyjaźnić ? :D

O mnie

Pierwszy wpis :)

Goździki to piękne kwiaty :) MOJE ULUBIONE ! Stąd pomysł na taki tytuł bloga :)

Kim jestem?
25-latką która próbuje ułożyć sobie życie jak z bajki. Nie, nie, nie….
Nie będzie tu wstępu ” Za siedmioma górami, za siedmioma lasami…”
Moja bajka to nie pałac otoczony piękną fosą i książę na białym koniu.
Wystarczy mi własne mieszkanie, mój jeszcze nie-mąż, stała praca i gromadka dzieci.
Nudy nie? też tak uważam :D ale taki mój cel w życiu i będę chciała go spełnić w 100%.
Zostałam tak wychowana, że najważniejsza jest rodzina i naprawdę jest mi z tym dobrze. :)

Jak na razie niedługo będę mężatką, wynajmuję z moim jeszcze nie-mężem mieszkanie, mam stałą pracę oraz dwa pieski.
Coś tam z tych moich celów się spełnia. :)
Niestety jak z czasem się dowiecie borykamy się też z niemałymi problemami.

Dlaczego blog?

Hmm.. ciekawe pytanie. Od dłuższego już czasu w wolnej chwili uciekam do internetowych pamiętników. Lubię je czytać. W szczególności te o tematyce życia codziennego. :) w końcu stwierdziłam, że warto założyć coś swojego i dać coś od siebie. Łatwiej będzie mi się wypowiedzieć na niektóre tematy ( w porównaniu z pisaniem komentarza na pół strony ;) ) oraz w niektórych kwestiach dostać odpowiedz na jakiś temat :)

Jeśli prowadzisz bloga, zostaw po sobie ślad, a z chęcią zajrzę :)